Rozdziały

sobota, 17 marca 2012

Rozdział 9 - "Skąd ci przyszło do głowy, aby dobierać się do dziewczyny swojego przyjaciela?"

 - Co w końcu zaszło pomiędzy tobą a Lou? – usłyszałam padające, po raz kolejny w tym dniu, z ust Rose pytanie, które skierowane było do mojej osoby.
      Właśnie szykowałam się z Rose i Julią na urodziny Louis’a, które chłopak postanowił zorganizować w Sylwestra. Tak naprawdę, to ani trochę nie chciało mi się na tę imprezę iść. Sytuacja pomiędzy mną a przyjacielem Zayn’a nadal była napięta. Od sesji fotograficznej chłopaków, która miała miejsce kilka dni temu, nie zamieniliśmy ze sobą żadnej dłuższej pogawędki. Tak właściwie, to mało co ze sobą rozmawialiśmy. Wymienialiśmy się jedynie pojedynczymi zdaniami, starając się zachowywać naturalnie. Zadanie to zostało jednak przez nas kompletnie oblane, skoro przyjaciółka wraz z moją kuzynką zdążyła zauważyć, że coś jest nie tak. Jednakże za każdym razem, kiedy tylko dziewczyny poruszały ten temat, wymigiwałam się od odpowiedzi bądź odpowiadałam w taki sposób, że nasza rozmowa schodziła na zupełnie inne tory. Nie chciałam wracać do tamtego wydarzenia. Nie dlatego, że Matt wyznał mi miłość. Było to raczej spowodowane tym, że Louis potraktował mojego przyjaciela niczym śmiecia. Gdybym tamtego dnia została w domu, na pewno nie doszłoby do tej sytuacji. Może i za bardzo się nią przejmowałam, ale kiedy ktoś ranił moich bliskich, sprawiał ból i mnie samej. Zagnieździł się on w moim ciele od czterech dni i nie miał zamiaru go opuszczać, gdyż Matt nie dawał o sobie, od tamtego czasu,  żadnego znaku życia.
 - Jeżeli macie na myśli samopoczucie Lou, to zapewne spowodowane jest ono kłótnią z Eleanor. – odpowiedziałam – Mogłabyś mi pomóc z tym zamkiem? – zwróciłam się w kierunku Julii, z prośbą o pomoc w zapięciu mojej obcisłej granatowej sukienki, której zamek kompletnie odmawiał mi posłuszeństwa.
      Kuzynka bez zastanowienia podeszła do mnie, od razu pomagając się uporać z moim problemem. Sama miała na sobie krótką, błękitną sukienkę, która od pasa przechodziła w bombkę. Z boku widniała na niej ogromna kokarda. Julia prezentowała się w niej naprawdę rewelacyjnie.
 - Wiesz dobrze, że nie o to mi chodzi. – Rose wywróciła oczyma, przeglądając się w lustrze, które wbudowane było w rozsuwane drzwi mojej szafy. Jej zgrabna i szczupła sylwetka sprawiała, że w swej różowej, obcisłej sukience z trzema kokardkami pod ramieniem wyglądała niczym modelka. Szczerze, od zawsze zazdrościłam jej tak wspaniałej figury.
 - Rose chodzi o to, że ostatnio prawie w ogóle ze sobą nie rozmawiacie. – zaczęła Julia, bez większego problemu radząc sobie z niesfornym zapięciem od mojej sukienki – Przy każdym spotkaniu z chłopakami zawsze obydwoje tryskaliście pozytywną energią.
 - Ash, naprawdę możesz nam powiedzieć, co się stało. – przyjaciółka podeszła do mnie, łapiąc mnie za rękę i uśmiechając się przyjaźnie w moim kierunku, chcąc tym samym dowiedzieć się prawdy – Chyba, że ukrywacie to przed wszystkimi w tajemnicy, co by znaczyło, że… - nie dokończyła, wpatrując się we mnie z niedowierzaniem – Boże, Ash! Zdradziłaś Zayn’a! – puściła moją rękę, zakrywając dłońmi swoje usta, po czym przeniosła wzrok na moją kuzynkę, która jedynie wzruszyła ramionami, mówiąc bezgłośnie „A nie mówiłam?”.
 - Dobrze jest wiedzieć, że obgadujecie mnie za moimi plecami. – syknęłam pod nosem, stając naprzeciwko Rose i Julii – Naprawdę nie mogę uwierzyć w to, że oskarżacie mnie o zdradę. – spojrzałam na nie, kręcąc z niedowierzaniem głową – Czy ja naprawdę wyglądam na osobę, która puszcza się na wszystkie strony? Dlaczego wszyscy mnie za taką uważacie?! – niemalże krzyknęłam, po czym ze łzami w oczach wybiegłam w mojego pokoju, a następnie skierowałam się w stronę łazienki.
      Znalazłam się w niej w tempie natychmiastowym, więc nawet nie zdążyłam usłyszeć ich odpowiedzi. Miałam nadzieję, że mój makijaż nie poniósł żadnych szkód, jednak kiedy tylko spojrzałam w lusterko, omal nie przestraszyłam się samej siebie. Łzy już dawno zdążyły spłynąć z moich policzków, co sprawiło, że tusz, zamiast widnieć wyłącznie na moich rzęsach, znajdował się dookoła moich oczu, a nawet i na samych policzkach.
 - Dziewczyno, weź się w garść. – rzekłam, wpatrując się w swoje odbicie w lustrze – Pamiętaj, że jaki Sylwester, taki i cały kolejny rok. – odetchnęłam ciężko, a następnie wzięłam się za poprawianie makijażu.

      Naprawdę nie miałam ochoty na tę zabawę. Postanowiłam więc się na nią udać tylko i wyłącznie na prośbę Zayn’a, który najwidoczniej nie wyobrażał sobie, abym odmówiła pójścia. Nie chciałam chłopaka zawodzić jak i wzbudzać żadnych podejrzeń, bo przecież sam Louis Tomlinson był organizatorem całej imprezy. Miałam nadzieję, że będę się na niej dobrze bawić.
 - Płakałaś. – dobrze nie zeszłam do salonu, a już usłyszałam głos Zayn’a, którego kompletnie się w nim nie spodziewałam – Wybacz, że wszedłem bez żadnego zaproszenia, ale chyba zepsuł wam się dzwonek, a moje pukania na nic się nie zdały. – wzruszył ramionami, uśmiechając się przepraszająco.
      Nie miałam Zayn’owi niczego za złe. Widok chłopaka w pewien sposób przyczynił się do poprawy mojego nastroju. Uśmiechnęłam się delikatnie, a w ciągu kilku kolejnych sekund znalazłam się w ramionach bruneta.
 - Co się stało? – zapytał, kiedy to wtuliłam się w jego pierś, wzdychając cicho, na co chłopak ujął moją twarz w swoje obie dłonie – Pamiętaj, że możesz mi o wszystkim powiedzieć. – spojrzał głęboko w moje oczy, jakby starając się mnie odczytać – Właściwie, to powinnaś mi o wszystkim mówić. – skrzywił się odrobinę, a po chwili zaśmiał nerwowo pod nosem.
      Właśnie wtenczas zdałam sobie sprawę, że od kilku dni okłamywałam mojego własnego chłopaka. Nie wtajemniczenie bruneta w kłótnię z jego najlepszym przyjacielem oraz nie poinformowanie go o uczuciach, jakimi darzył mnie Matt, też w pewien sposób było kłamstwem. Chłopak powinien bardzo dobrze znać swoją dziewczynę, zaś ta nie powinna mieć przed nim żadnych sekretów. Odkąd poznałam Zayn’a, nigdy takowych przed nim nie miałam, dlatego też zdecydowałam się szczerze odpowiedzieć na jego pytanie. W tym samym czasie usłyszałam jednak za sobą głos dziewczyn, schodzących na dół i będących gotowymi do wyjścia. Odrobinę zaskoczył ich widok bruneta.
 - Witaj przystojniaczku! – Julia uśmiechnęła się figlarnie pod nosem, podchodząc do Zayn’a i przytulając na powitanie – Olśniewająco dzisiaj wyglądasz. – musnęła kciukiem nos bruneta, rozbawiając go tym samym.
      Rose jedynie pokiwała głową w kierunku chłopaka, starając się wymusić uśmiech. Zorientowałam się, że zaczęła żałować słów, które do mnie wypowiedziała. Kiedy jedna z nas miała zły humor, od razu odbijał on się na tej drugiej.
 - Nie chcę być niemiła, ale łapy precz od mojego chłopaka. – zwróciłam się do kuzynki odpychając ją na bok, na co zaśmiała się radośnie – Spadaj do swojego blondaska. – zażartowałam.
 - Jaki on mój, skoro nie raczył nawet po mnie przyjechać? – udała smutną, jednak kiedy ponownie spojrzała na Zayn’a, jej twarz rozświetlił promienny, cwaniacki uśmiech – Poza tym Niall nie musi o wszystkim wiedzieć. – puściła mi oczko, machając jednocześnie dłonią w kierunku bruneta.
 - Spokojnie, dziewczęta. Zayn’a starczy dla wszystkich. – chłopak zaśmiał się pod nosem, odmachując mojej kuzynce z, również cwaniackim, uśmieszkiem.
      Skoro Julia rozpoczęła tę zabawę, ja postanowiłam ją kontynuować. Udając obrażoną, skierowałam się bez słowa do przedpokoju, szykując się do wyjścia.
 - Widzisz Zayn? – usłyszałam za sobą głos Julii – Mówiłam, że to się kiedyś wyda. Nie rozumiem tylko, dlaczego wcześniej nie chciałeś o nas nikomu powiedzieć. – na te słowa wybuchłam krótkim śmiechem – Hej! To, że pochodzę z Irlandii, nie znaczy, że nie potrafię wyrwać przystojnego Brytyjczyka.
      Po jej słowach okryłam się płaszczem, po czym wyszłam z domu, zatrzaskując za sobą drzwi.
      Mróz odrobinę szczypał mnie w policzki. Gruba warstwa śniegu pokrywała moje podwórko, więc gdy tylko znalazłam się na zewnątrz, od razu zapięłam wszystkie guziki płaszcza i nałożyłam na głowę kaptur. Nie mogłam jednak nacieszyć się chwilą wolności, gdyż po kilku sekundach usłyszałam zza drzwi, zbliżających się w moją stronę, przyjaciół. Chcąc zniknąć im z pola widzenia, biegiem ruszyłam przed siebie z zamiarem ukrycia się za samochód, którym przyjechał Zayn. Niestety w tym samym momencie drzwi od mojego domu uchyliły się.
 - Brać ją! – zawołała Julia, po czym wraz z Zayn’em i Rose zaczęła biec w moim kierunku.
      Wiedząc, że wszelkie próby ukrycia się przed nimi nie poskutkują, postanowiłam biec prosto przed siebie. W pewnym momencie potknęłam się o kamień, lądując twarzą prosto w śniegu. W moje ślady poszedł Zayn, dla którego to ja byłam przeszkodą. Chłopak musiał wyraźnie znajdować się kilka metrów za mną, dlatego też nie zdążył wyhamować i wpadł prosto na mnie.
 - Idź sobie. – jęknęłam cicho, czując zimne kropelki roztopionego śniegu na mojej szyi i ramionach. Dopiero wtenczas zaczęłam żałować, że nie założyłam szalika – Jesteś ciężki! – podniosłam ton swojego głosu, aby Zayn w końcu mnie usłyszał i wykonał moje polecenie.
      Kiedy brunet postanowił zejść z moich pleców poczułam ulgę, ale i również zrobiło mi się jeszcze zimniej. Podniosłam się powoli, otrzepując z siebie śnieg, jednak po chwili ponownie się na nim znalazłam. Zayn pociągnął mnie za dłoń, zmuszając mnie tym samym do tego, abym usiadła okrakiem na jego kolanach. Dobrze, że materiał, z którego została wykonana moja sukienka, był rozciągliwy. Chociaż z drugiej strony, gdyby poniosła ona jakiekolwiek szkody, nie musiałabym jechać wówczas na urodziny Louis’a.
 - Pamiętaj, że ode mnie nigdy nie uciekniesz. – chłopak uśmiechnął się czule pod nosem, pomagając otrzepać z mojego płaszcza śnieg.
 - Ciesz się, że nie wzięłam rękawiczek, bo inaczej byłbyś biedny. – wytknęłam mu język, chichocząc.
 - Już jestem! Połamałaś mi moje żebra! – złapał się za klatkę piersiową, stękając cicho.
 - A co ja mam powiedzieć?
      Po tych słowach chłopak przysunął mnie bliżej do siebie, kładąc swoje dłonie na moich plecach. Kiedy nasze twarze dzieliły zaledwie centymetry, popchnęłam go na śnieg. Brunet pociągnął mnie za sobą, nie chcąc ani na chwilę nas od siebie rozdzielać. Postanowiłam jednak tak łatwo się nie poddawać.
 - Ładnie mnie to tak zdradzać z moją własną kuzynką? – wyszeptałam mu do ucha,  a następnie delikatnie przejechałam swoimi ustami po jego policzku. Kiedy doszłam do kącików jego ust, oderwałam się twarzy chłopaka, wpatrując się w jego ciemnobrązowe tęczówki, w których ujrzałam ogromny znak zapytania. Widocznie Zayn nie tego się spodziewał – Lou nie będzie zadowolony, jeśli jego najlepszy przyjaciel spóźni się na jego własne urodziny. – uśmiechnęłam się do niego słodko, łapiąc go za ręce i pomagając mu wstać.
      Takim oto akcentem zakończyłam naszą zabawę na śniegu. Czułam, że moja sukienka chociaż w połowie była mokra, jednakże nie miałam zamiaru wrócić się do domu. Nawet nie wiedziałam czy miałabym co na siebie włożyć. Odrobinę mokra i zmarznięta skierowałam się z Zayn’em w stronę samochodu, w którym siedziały już Julia i Rose.
 - Jesteś niemożliwa. – stwierdził chłopak, po czym zaśmiał się uroczo pod nosem, całując mnie w sam czubek głowy.

      Przyjęcie urodzinowe Louis’a, połączone z imprezą Sylwestrową, odbywało się domku jednorodzinnym jego dziadków, którzy aktualnie przebywali poza miastem. Znajdował się on na obrzeżach Doncaster. Kiedy znaleźliśmy się już na miejscu, ujrzeliśmy przy drzwiach wejściowych jubilata, witającego wszystkich przybyłych gości. Towarzyszyła mu w tym Eleanor. Gdy we czwórkę wysiedliśmy z samochodu, a następnie ruszyliśmy w ich stronę, na twarzy Lou pojawił się promienny uśmiech. Jego luba również nas nim obdarowała.
 - Miło was widzieć. – chłopak uściskał nas przyjaźnie – Odrobinę rozmazał ci się makijaż. – zaśmiał się Lou, kiedy to uwolnił mnie z uścisku, spoglądając na moją twarz.
 - Fajnie, że nikt z was nie raczył mnie o tym wcześniej poinformować. – jęknęłam cicho, przeklinając się w duchu za to, że nie wzięłam ze sobą żadnych kosmetyków. Zapewne to bliskie spotkanie ze śniegiem przyczyniło się do zmiany mojego wizerunku.
 - Bez paniki. – uspokoił mnie – Myślę, że El użyczy ci swoich malowideł. – spojrzał na swoją dziewczynę, która próbowała utrzymać szeroki uśmiech malujący się na jej twarzy.
      Dziewczyna pokiwała głową z aprobatą, po czym weszła do budynku, zachęcając mnie, abym podążyła za jej śladem. Moim oczom ukazał się natychmiast ogromnej wielkości salon, w którym znajdowało się kilka rzędów stolików z różnymi przekąskami oraz wszelkiego rodzaju napojami. W głębi pomieszczenia znajdował się bar, gdzie można się było napić czegoś mocniejszego.
      Pierwsi goście już dawno przybyli. Nie znałam tutaj nikogo, dlatego też, zmierzając za Eleanor w kierunku toalety, przyglądali mi się z nieukrywaną ciekawością. Zakryłam odrobinę dłońmi moją twarz, nie chcąc się skompromitować. Chciałam wówczas jak najprędzej znaleźć się w osobnym pomieszczeniu.
      Po wejściu do toalety, dziewczyna podeszła do szafki z kosmetykami, wyciągając podkład, tusz do rzęs, różnokolorowe cienie do oczu oraz tonik, którym mogłam zmyć ze swojej twarzy wszelkie niedociągnięcia.
 - Radzę ci nie nakładać zbyt dużo tego podkładu, bo jest on naprawdę wydajny. – oznajmiła, z nieoczekiwaną przeze mnie, grzecznością, kładąc kosmetyki na umywalce – Kto cię tak załatwił? – zapytała.
      Nie byłam świadoma wyglądu swojej twarzy, dopóki nie spojrzałam w ogromne lustro,  które umieszczone było nad umywalką. Śnieg o wiele lepiej rozprawił się z moim makijażem niż moje wcześniejsze łzy. Czarny tusz do rzęs zmieszał się z granatowymi cieniami do powiek, dając efekt dwóch ogromnych sińców stanowiących obramowanie moich oczu.
 - Przed samym przyjazdem tutaj miałam bliskie spotkanie ze śniegiem. – odpowiedziałam, zmywając z twarzy cały makijaż.
      Eleanor uśmiechnęła się jedynie pod nosem, wyciągając z szafki błyszczyk, a następnie przejeżdżając jego pędzelkiem po swoich ustach. Byłam pewna, że zostawi mnie samą, jednak wcale nie miała zamiaru stąd wychodzić. Cisza, która nastała między nami, była dla mnie odrobinę krępująca. Nie wiedziałam jak ją przerwać, ale też nie zawracałam sobie tym szczególnie głowy, gdyż bardziej skupiłam się na ponownym nałożeniu makijażu. Dziwił mnie jednak fakt, że wybranka Lou była dzisiaj dla mnie miła. Kiedy spotkałam ją po raz pierwszy, kilka dni temu, nie pałała do mnie jakąkolwiek sympatią. Wydawała się być zapatrzona w siebie oraz w swojego ukochanego, ignorując nowopoznane towarzystwo, a w szczególności mnie samą.
Może następnym razem nie warto oceniać ludzi wyłącznie po pozorach?
 - Twoje uczucie do Zayn’a jest prawdziwe, prawda?
      Po tym pytaniu, syknęłam cicho pod nosem, czując bliższe spotkanie szczoteczki z moim prawym okiem. Ból był tak ogromny, że nie potrafiłam przez dłuższą chwilę go otworzyć. Niezdarą byłam od zawsze, ale jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się ucierpieć przy robieniu sobie makijażu. Wzięłam w końcu głęboki oddech, starając skupić się na pytaniu Eleanor. Tak właściwie, to w jakim celu ona zmierzała, zadając mi je?
 - Tak. – odpowiedziałam cicho, otwierając w końcu oko, które było zaszklone od łez.
 - Mam nadzieję, że jesteś z nim szczera. – po tych słowach podała mi chusteczkę, którą z wdzięcznością od niej przyjęłam – Obyś nie była żadną psychiczną fanką, która jest nim dla jego sławy. – rzekła.
 - Zacznijmy od tego, że w ogóle nie jestem ich fanką. – odparłam, wycierając delikatnie łzy, które zdążyły już spłynąć po moich policzkach – Nie znam ani jednej ich piosenki, a kiedy spotkałam ich po raz pierwszy, nie potrafiłam  nawet wymienić ich imion. Oprócz Zayn’a, którego rozpoznawałam po przystojnej twarzy i uroczym akcencie. – zaśmiałam się cicho pod nosem – Moja przyjaciółka jest ich wierną fanką. – rzekłam, czując na sobie przenikliwy wzrok dziewczyny.
      Kiedy wypowiedziałam tych kilka zdań, zauważyłam, że Eleanor odetchnęła cicho z ulgą. Zaczęłam ją wcześniej podejrzewać o to, że może od dawna jest zakochana w moim chłopaku, ale po moich słowach nie wydawała się być zazdrosna. Po prostu, tak jak Louis, była bardzo zaprzyjaźniona z Zayn’em, dlatego też zależało jej na szczęściu przyjaciela.
      Po ostatnich moich poprawkach w końcu udało nam się dołączyć do gości. Nie musiałam się już zakrywać dłonią. Rozpoczęłam rozglądanie się po salonie w poszukiwaniu Zayn’a, ale nigdzie nie mogłam go znaleźć. Napotkałam za to wzrokiem na Harry’ego, Liam’a i Niall’a, którzy, kiedy tylko mnie ujrzeli, natychmiast ruszyli w moją stronę, a gdy znaleźli się obok mnie, powitali mocnymi uściskami.
 - Naprawdę nieźle wyglądasz. – uśmiechnął się szeroko Niall, ilustrując mnie wzrokiem – Mam nadzieję, że chłopcy się nie obrażą, a Zayn w szczególności, kiedy zamówię z tobą pierwszy taniec. – rzekł, na co Harry i Liam wybuchli śmiechem.
 - Oczywiście, że nie. – odparłam, mierzwiąc blond czuprynę Niall’a i sama śmiejąc się pod nosem – Widzieliście może Zayn’a? – zapytałam, ponownie się dookoła rozglądając.
      Kiedy chłopcy zaprzeczyli, mój wzrok akurat się na niego natknął. Stał w głębi salonu, oparty o bar, dyskutując z jakąś brunetką. Przeprosiłam więc chłopców, zmierzając w jego kierunku. Widząc mnie, uśmiechnął się cwaniacko pod nosem, machając do mnie prawą dłonią. Wówczas jego rozmówczyni odwróciła się w moją stronę, zaciekawiona najwyraźniej tym, komu chłopak wysyła potajemnie sygnały. Stanęłam na chwilę w miejscu, spoglądając z niedowierzaniem w jej twarz, która na początku wykrzywiła się w lekkim grymasie, ale po chwili rozpromieniła się serdecznie. Nie obchodziło mnie jak bardzo ten uśmiech był wymuszony. Nie mogłam uwierzyć, że ją tutaj spotkałam. Jennifer Frankie, mój wróg numer jeden, była ostatnią osobą, której przybycia tutaj bym się spodziewała. Bo niby jakim cudem miała ona by być powiązana z One Direction?
 - W końcu jesteś z powrotem. – z zamyślenia wyrwał mnie głos Zayn’a, którego dłonie nagle spoczęły na mojej talii. Nie zorientowałam się nawet, kiedy do mnie podszedł – Poznaj Jennifer, kuzynkę Louis’a.
      Czy ja się właśnie przesłyszałam?! Lou i Jennifer byli ze sobą spokrewnieni? Dlaczego ja nic o tym nie wiedziałam? Mogłam się w sumie jedynie domyślać, gdyż w grze aktorskiej była ona tak samo niesamowita jak Tomlinson.
 - Co ty tu robisz? – zapytałam, spoglądając z nieufnością na dziewczynę. Ogarnęło mnie bowiem dziwne przeczucie, że ta noc nie skończy się dla mnie za dobrze.
 - Mam rozumieć, że się znacie? – zapytał Zayn zdziwiony, spoglądając co chwilę to na mnie, to na Jennifer.
 - Oczywiście. –  dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie – Chodzimy do jednej szkoły. – dodała – Przyszłam świętować dwudziestkę Lou, zupełnie jak ty, Ash. – skrzywiłam się, słysząc ostatnie słowo wypowiedziane z jej ust. Ta dziewczyna nigdy nie zdrabniała mojego imienia – Nie będę wam, gołąbeczki, przeszkadzać, dlatego udanej zabawy życzę. – podeszła bliżej nas – Tylko nie rób niczego głupiego. – wyszeptała do mnie, nie chcąc aby Zayn ją usłyszał, a następnie wyciągnęła ze swojej torebki aparat – Uśmiech! – zawołała, po czym zrobiła mi i brunetowi zdjęcie, a kolejno zniknęła wśród gości.
      Chyba wiedziałam w jakim kierunku zmierzało, wypowiedziane przez nią, zdanie. Przypomniała mi bowiem urodziny Matt’a, podczas których dałam się odrobinę ponieść procentom. Najgorszy był fakt, że nagromadziło ich się w moim organizmie dość sporo, przez co kompletnie nie byłam świadoma swoich czynów jak i również ich nie pamiętałam. Wiedziałam jedynie, że zrobiłam coś nieodpowiedniego, gdyż przez kolejne dni mój były chłopak chodził przygaszony. Starałam się wyciągnąć od niego jakiekolwiek informacje na ten temat, ale nigdy mi takowych nie udzielił. Postanowiłam go więc przeprosić i obiecałam mu, że taka sytuacja już nigdy się nie powtórzy. Obietnica została spełniona, tylko ja nadal nie wiedziałam, co zdarzyło się tamtej nocy. Może tym lepiej dla mnie?
 - Drinka? – zaproponował brunet, kiedy siadaliśmy przy barze, na co w odpowiedzi pokręciłam głową – Co się z tobą dzieje? – zapytał, a ja ujrzałam na jego twarzy lekkie przerażenie, jakby chłopak bał się, że słowa, które w każdej chwili mogą paść z moich ust, zranią go.
 - Nic, poza małą sprzeczką z Rosę i Julią. – westchnęłam cicho, spoglądając na Zayn’a, który w tym samym czasie sączył błękitny trunek – Dzięki nim jeszcze bardziej nie chciało mi się tutaj przychodzić.
 - Chciałbym wiedzieć co pierwsze przyczyniło się do tej decyzji. – brunet złapał mnie za dłoń, delikatnie gładząc kciukiem jej wierzch.
      Jego twarz momentalnie ogarnął smutek. Cierpiał. Zarówno z braku informacji jak i świadomości tego, że i ja cierpiałam. Znał mnie bardzo dobrze. Czasami nawet wydawało mi się, że lepiej ode mnie. Nie byłam jednak pewna od czego mogłabym zacząć rozmowę. Czy od Eleanor, która nagle zrobiła się dla mnie uprzejma, czy może od Matt’a, który nadal się we mnie durzył? Nie musiałam się długo nad tym zastanawiać, ponieważ naszą rozmowę przerwał uradowany Niall.
 - Wybaczcie, jeśli wam przerywam, ale obiecałaś mi coś, Ash. – blondasek uśmiechnął się do mnie, wyciągając niewinnie w moim kierunku swoją dłoń, po czym zerknął na zmieszanego Zayn’a – Nie powiedziałaś mu? – ponownie na mnie spojrzał, a na jego twarzy pojawił się lekki grymas.
 - Nie powiedziałaś mi o czym? – zapytał brunet, wyraźnie się niecierpliwiąc.
 - O tym, że zamówiłem u twojej dziewczyny pierwszy taniec. – oznajmił, uśmiechając się szeroko, na co Zayn zaśmiał się pod nosem.
 - Idźcie już, idźcie. – brunet ścisnął mocniej moją dłoń, aby po chwili wypuścić ją z uścisku – Za niedługo do was dołączę.
      W ramach podziękowań, nachyliłam się w jego stronę, po czym pocałowałam w policzek. Następnie zeszłam z krzesła i łapiąc Niall’a za rękę, podążyłam z nim w stronę parkietu.
      Taniec z blondaskiem przyczynił się do natychmiastowej poprawy mojego beznadziejnego humoru. Chłopak tryskał tak ogromną energią, że nie mogłam uwierzyć w to, iż był zupełnie trzeźwy. Niektórym do szczęścia alkohol naprawdę nie był potrzebny. Niall był bardzo uroczym chłopakiem i w pewnym momencie przyszło mi na myśl, że byłoby cudownie, gdyby związał się z Julią. Naiwna byłam, że w to wierzyłam. Szczególnie, że moja kuzynka nie mieszkała w Anglii.
 - Naprawdę znacie się z przedszkola? – zapytałam chłopaka, kiedy muzyka odrobinę zwolniła swoje tempo – Przecież Julia od małego wychowywała się w Irlandii.
      Chłopak zaśmiał się pod nosem, widząc malujące się na mojej twarzy zdziwienie. Nawet jego śmiech był równie uroczy jak on sam.
 - Ty naprawdę nie przepadasz za naszym zespołem, skoro tak niewiele o nas wiesz. – rzekł, nadal nie przestając się śmiać – Pochodzę z tych samych stron co Julia.
      Nie będę ukrywać, że nie takiej odpowiedzi się spodziewałam. Do tej pory byłam pewna, że cała ich piątka pochodziła z Anglii. Zachęciłam chłopaka do podzielenia się ze mną swoją historią, jednak ten stwierdził, że tak właściwie nie było się czym dzielić. Jego rodzina przeprowadziła się tutaj w celu znalezienia lepszej pracy.
 - Zapewne cieszysz się, że po tylu latach odnalazłeś dawną miłość swego życia. – rzekłam poważnie, jednak Niall w żadnym, nawet najmniejszym stopniu, nie przyjął tego z taką powagą jak ja. Ponownie jego śmiech rozniósł się po salonie.
 - Od małego taka ciekawska byłaś? – zapytał, zbliżając swoją twarz do mojego ucha – Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. – wyszeptał, po czym obrócił mnie wokół własnej osi, a następnie odchylił do tyłu – Twój książę z bajki się do nas zbliża. – oznajmił radośnie, zerkając w stronę Zayn’a, który kierował się w naszą stronę.
 - Jesteś okropny. – zaśmiałam się, dźgając go palcem w bok.
 - Nie sądzę. – rzekł z udawaną skromnością, po czym musnął ustami moją dłoń i oddał mnie Zayn’owi – Dziękuję za taniec, a ty Malik. – zwrócił się do bruneta – Pilnuj swoją damę, bo wygląda dzisiaj olśniewająco. – po tych słowach poczułam jak cała się rumienię.
      Niall, widząc moje zaróżowione policzki, kolejny raz się zaśmiał, po czym puścił w moją stronę oczko i zniknął w tłumie gości.
 - Vas happenin’? – Zayn wyszeptał mi do ucha, przyciągając mnie do siebie i poruszając wolno w rytm smętnej piosenki. Uwielbiałam jego akcent, dlatego też słowa te stanowiły przyczynę mojego nagłego chichotu.
 - Przestań taki być. – uśmiechnęłam się do niego czule, oplatając swoje dłonie wokół jego szyi.
 - Jaki? – spojrzał w moje oczy z wyraźnym zaciekawieniem.
 - Miły, uroczy, czuły, kochany, przystojny, seksowny.. – nie mogłam wymienić dalszych jego cech, gdyż brunet zamknął moje usta w pocałunku.
      Ten chłopak za każdym razem sprawiał, że w jego towarzystwie również mogłam się poczuć urocza, czuła , kochana. Jego pocałunek początkowo był delikatny. Z czasem jednak przerodził się w coraz to bardziej namiętny. Gdy tylko moje dłonie wplotły się w jego włosy, jedna z jego rąk wylądowała na moim pośladku. Nasze ciała się stykały, co spowodowało tym samym szybsze bicie mojego serca. Pragnęłam już na zawsze zatopić się w jego pocałunkach. Kiedy poczułam jak dłonie chłopaka spoczęły na moich policzkach, oderwaliśmy się od siebie. Jęknęłam cicho, okazując tym samym niezadowolenie z czynu chłopaka.
 - Możesz mi w końcu powiedzieć co się stało. – usłyszałam błogi spokój w głosie Zayn’a, wynikający prawdopodobnie z tego, że chłopak był pewien, że nie zrobiłam niczego, co zagrażałoby naszemu związkowi.
     Westchnęłam cicho. Zayn pocałował mnie w czoło, a następnie ułożył moją głowę na swej klatce piersiowej i głaszcząc mnie po włosach, zachęcił do mówienia. Chcąc mieć już to za sobą, opowiedziałam mu o mojej rozmowie z Matt’em, którą odbyłam kilka dni temu. Bałam się jego reakcji na wspomnienie o wyznaniu miłosnym mojego przyjaciela. Kiedy już do tego momentu doszłam, brunet jedynie lekko drgnął, nie przerywając mi. Opowiadając o rozmowie Louis’a z Matt’em, poczułam jak łzy napływają do moich oczu. Zdałam sobie wówczas sprawę, że skoro chłopak od tamtego dnia w ogóle się nie odezwał, zaczęłam go powoli tracić.
 - Wiesz może co Lou miał na myśli, mówiąc, że Matt nie jest tym za kogo go uważasz? – zapytał w końcu – Po jego słowach doszedłem do wniosku, że twój przyjaciel zrobił coś w czym bierzesz udział, chociaż nawet o tym nie wiesz.
      Rzeczywiście. Wcześniej nie patrzyłam na to z tej strony, bo przejęłam się tylko tym jak Lou naskoczył na Matt’a.  Odświeżając w myślach ich rozmowę, zorientowałam się, że chłopak wspomniał o jakimś kłamstwie. Niestety nic więcej na ten temat nie było mi wiadome.
 - Nie mam pojęcia, Zayn. – odpowiedziałam – Pragnę tylko tego, aby Lou zostawił Matt’a w spokoju.
 - Porozmawiam z nim. – zapewnił mnie, po czym ponownie ujął moją twarz w swoje dłonie, zachęcając mnie do spojrzenia mu prosto w oczy – Kochasz go? – zapytał – Czy nadal czujesz coś do swojego byłego? – przeszył mnie swoim wzrokiem, tym samym przybierając na swojej twarzy maskę niepewności.
      Tego pytania mogłam się spodziewać.
 - Kocham go jako przyjaciela. – odpowiedziałam bez zastanowienia, jednak to nie przekonało Zayn’a – Kocham go tak samo jak Rose czy Julię. Może i nawet jak czwórkę tych wariatów z twojego zespołu. – brunet zaśmiał się pod nosem – Jednak to tego piątego wariata kocham najbardziej i jestem w nim totalnie zadurzona. – uśmiechnęłam się słodko pod nosem, słysząc jak Zayn zaczął się głośniej śmiać.
 - To było całkiem przekonujące. – oznajmił Zayn – Ale nie do końca. – mruknął, uśmiechając się cwaniacko pod nosem.
      Nasze usta ponownie się spotkały. Byłam prawie pewna, że po tym, co chłopakowi powiedziałam, zdenerwuje się na mnie i nie będzie chciał uwierzyć, jeśli powiem, że nie kocham Matt’a. Zayn mnie znał jak mało kto. Gdybym naprawdę go okłamywała, wiedziałby o tym. Żeby całkowicie utwierdzić bruneta w przekonaniu, że to na nim mi najbardziej zależy, oddawałam każdy jego pocałunek z ogromną namiętnością.
 - Zayn. – usłyszałam obok siebie głos Liam’a, jednak wcale nie miałam zamiaru oderwać się od chłopaka. Brunet tak samo go zignorował – Przepraszam, że wam przeszkadzam , ale chyba najwyższy czas pokazać Lou naszą niespodziankę. – rzekł spokojnie.
      Zayn oderwał się w końcu ode mnie. Słysząc mój jęk zawodu, uśmiechnął się czule, obiecując, że za jakiś czas do mnie wróci. Następnie zniknął gdzieś ze swoim przyjacielem, a ja udałam się w stronę Rose, która siedziała z Julią przy jednym ze stolików.
 - Jak myślicie, co chłopcy kombinują? – zapytałam, przysiadając się do nich.
 - Na pewno coś szalonego. – usłyszałam odpowiedź, jednak nie padła ona z ust Julii ani Rose.
      Obróciłam się za siebie i ujrzałam Danielle, dziewczynę Liam’a, która prezentowała się naprawdę olśniewająco. Miała na sobie czerwoną, obcisłą sukienkę przed kolana z wycięciem na boku. Jej cudowne, ciemnobrązowe loki zniknęły, co było przyczyną bliższego kontaktu z prostownicą. Zapewne miałabym problem z rozpoznaniem jej, gdyby nie promienny, szczery uśmiech, który zagościł na jej twarzy, kiedy tylko do nas podeszła.
 - Hej! – zaśmiałam się, przytulając ją przyjaźnie, a za mym śladem podążyły dziewczyny – Nie poznałam cię. Wyglądasz rewelacyjnie!
 - Dzięki, wy również świetnie wyglądacie. – rzekła, ciągle promieniując radością.
 - Dopiero co przyszłaś? – zapytała Rose – Nie widziałyśmy cię tu wcześniej.
 - Niestety. – skrzywiła się odrobinę - Byłabym przed czasem razem z Liam’em, ale moje próby taneczne się przedłużyły. – oznajmiła – A kiedy już byłam wyszykowana do wyjścia, mój samochód nie chciał odpalić.
 - Złośliwość rzeczy martwych. – zaśmiała się Julia, na co po chwili jej zawtórowałyśmy.
      Danielle wcale nie wyglądała, jakby wracała z próby tanecznej. Jej grafik musiał być strasznie napięty, skoro nawet w Sylwestra musiała pracować. Podziwiałam ją za jej pracowitość, gdyż u mnie tej cechy zawsze brakowało. Może i potrafiłam się przykładać do niektórych rzeczy, ale kiedy później nagromadzało ich się tak wiele, traciłam wszelki zapał. Po dziewczynie jednak było widać, że żyła tańcem i w pełni była mu oddana. Zastanawiałam się tylko jak Liam to znosił i czy nie czuł się przez to niekiedy odtrącany.
      Po kilkunastu minutach nadeszła niespodzianka. Wszyscy goście zajęli miejsce przy stolikach, w pełni oddając parkiet Zayn’owi, Liam’owi, Niall’owi i Harry’emu. Cała czwórka wraz z gośćmi odśpiewała Louis’owi „Happy Birthday”, a następnie do pomieszczenia wniesiono sporej wielkości tort w kształcie marchewki. Wszyscy zgromadzeni wybuchli donośnym śmiechem. Tylko ja i Julia nie wiedziałyśmy o co im chodzi.
 - Lou wyznał kiedyś, że uwielbia marchewki. – oznajmiła nam Rose, nadal będąc rozbawioną – Od tamtej pory jest przez swoich fanów nazywany Królem Marchewek. Niektóre z nich potrafią z marchewkami przyjść na koncert chłopaków, a nawet przebrać się za to warzywo. – po tych słowach wraz z Julią również się zaśmiałyśmy. Bo kto by pomyślał, że fanki One Direction mogą być bardziej zwariowane od samych chłopaków?
 - Zanim zaczniesz się rozkoszować tym pysznym tortem, mamy dla ciebie małą niespodziankę. – oznajmił przez mikrofon Harry – Właściwie, to taki drobny prezent od rodziny i przyjaciół. – zaśmiał się, na co pozostała trójka mu zawtórowała – Zapraszamy cię na zewnątrz, Lou. – podszedł do przyjaciela, a następnie objął go ramieniem i wyszedł z nim na dwór. Za nimi podążyli Zayn, Liam i Niall oraz zaciekawieni goście.
      Prezent, jaki otrzymał Louis, zrobił na wszystkich ogromne wrażenie. Sam chłopak nie mógł opanować swojej radości i kiedy tylko ujrzał granatowe Lamborghini, zaparkowane przed domem jego dziadków, natychmiast rzucił się w ramiona chłopaków, dziękując im za tak wspaniałą niespodziankę. W pewnym momencie dało się zauważyć łzy w oczach jubilata. Chłopak naprawdę nie spodziewał się tak cudownego prezentu.
      Gdy podekscytowanie niespodzianką odrobinę ucichło, goście postanowili podarować Louis’owi swoje prezenty.
 - Trzymaj. – niespodziewanie Zayn znalazł się przede mną, wręczając mi ładnie opakowane pudełeczko. Znajdował się w nim złoty zegarek, którego wczoraj wspólnie wybieraliśmy dla Lou.
 - Ale ja się wcale na niego nie składa… - nie dokończyłam, bo chłopak przyłożył swego palca do moich ust.
 - To nasz wspólny prezent. – uśmiechnął się, wciskając na siłę pakunek w moje ręce.
 - Więc idziesz ze mną. – pociągnęłam go za rękę, kierując się w stronę jubilata.
      Po kilkunastu minutach, kiedy prezenty zostały wręczone jubilatowi, impreza tak naprawdę zaczynała nabierać tempa. Dziękowałam Bogu za to, że Zayn’owi udało się mnie na nią wyciągnąć. Gdyby nie on, zapewne siedziałabym teraz w domu z głową przed ekranem monitora bądź kolejną, głupią lekturą szkolną. Nie wyszalałabym się na parkiecie z dziewczynami, Zayn’em, Niall’em, Harry’m i Liam’em. Brakowało tylko Lou, który nagle musiał odwieźć Eleanor do hotelu, z nieznanych nikomu przyczyn. Wrócił na szczęście po godzinie czasu, jeszcze bardziej rozkręcając imprezę. Rozkręcił ją nawet za bardzo, gdyż po kolejnych kilkudziesięciu minutach zaczęło mu totalnie odbijać. Tak, procenty odgrywały w tym zasadniczą rolę.
      Na początku jubilat wygłupiał się na parkiecie. Nieobecność Eleanor sprawiła, że chłopak odrobinę się zapominał, flirtując z samotnymi dziewczynami, którym, w żadnym stopniu, to nie przeszkadzało. Niektórym nawet, jak najbardziej, te zaloty odpowiadały. Chłopcy, póki sami byli trzeźwi, prosili Lou, aby opanował swoje emocje, jednak ten nie miał zamiaru rezygnować z czegoś, co sprawiało mu ogromną frajdę. Gdy wśród gości zabrakło Liama (wybrał się z Danielle na romantyczną kolację), którego to pozostała czwórka nazywała Daddy Direction, sytuacja całkowicie wymknęła się spod kontroli. Lou wskoczył na jeden ze stołów, gdzie rozpoczął swój dziki taniec. Wywijał, w rytm muzyki, swoim tyłkiem na wszystkie boki, strzelając głupie miny. Następnie wskazał dłonią na Harry’ego chcąc, aby ten dotrzymał mu towarzystwa. Teraz wspólnie wywijali swoimi pośladkami, co wywołało wśród gości falę śmiechów i oklasków. Kiedy obydwaj znaleźli się od siebie w odległości kilku metrów, Lou zarzucił w powietrze niewidzialne lasso, udając, że łapie swojego towarzysza w sidła. Wykonywał dłońmi w powietrzu ruchy, którymi przyciągnął Harry’ego do siebie. Chłopcy, znajdujący się już blisko siebie, objęli się w pasie, bujając w rytm wolnej piosenki, która właśnie rozbrzmiewała z głośników. W pewnym momencie jedna z dłoni Louis’a spoczęła na prawym pośladku loczka, ściskając go lekko. Harry, nie pozostając mu dłużnym, również położył swe dłonie na pośladkach Lou, przyciągając go bardziej do siebie. Obydwaj znajdowali się tak blisko siebie, że ich nosy prawie się stykały. Byłam prawie pewna, że za chwilę któryś z nich zdecyduje się na znacznie odważniejszy krok. Żadnemu z gości to jednak nie przeszkadzało. Niektórym z nich nawet się to podobało. Szczególnie grupie, kompletnie nieznanych mi, dziewczyn, stojących pod ścianą i wołających „Gorzko!”. Dla mnie widok dwóch facetów i to w dodatku tych dwóch wariatów, których znałam, miziających się wzajemnie, był co najmniej dziwny. Skoro tych dwóch, pod wpływem nie aż tak ogromnej ilości alkoholu, robiło takie rzeczy, to zaczęłam się ponownie zastanawiać, co się działo ze mną na urodzinach Matt’a. Miałam nadzieję, że nie wylądowałam w łóżku z żadną dziewczyną ani z nikim innym.
 - Spokojnie, oni na trzeźwo potrafią robić o wiele dziwniejsze rzeczy. – oznajmił mi Zayn, widząc na twarzy mój niesmak, spowodowany bardziej wspomnieniem z urodzin  byłego niż widokiem tulących się do siebie Louis’a i Harry’ego.
 - Spodziewałam się tego, że nie jesteście nawet w najmniejszym stopniu normalni. – rzekłam, rozbawiając tym samym bruneta – Eleanor nie ma nic przeciwko temu? – zapytałam, zastanawiając się w tej chwili, co może czuć moja przyjaciółka, widząc loczka, tulącego swojego najlepszego przyjaciela i macającego go po pośladkach. Naprawdę wyglądali na parę kochających się gejów.
 - Oni nie są gejami. – odparł, jakby czytał mi w myślach – Ich przyjaźń w naszym zespole jest tak naprawdę najsilniejsza. Wyprawiając takie rzeczy, po prostu się wygłupiają.
      Wygłupy wygłupami, ale ja nigdy nie obmacywałam się z przyjaciółkami. Na samą myśl o tym, ze kiedykolwiek mogłabym to zrobić, robiło mi się niedobrze. Nawet swoje przywiązanie do siebie okazywałyśmy poprzez przyjazny uścisk lub całus w policzek. Na tym się kończyło.
      W swoim osiemnastoletnim życiu widziałam wielu gejów przechadzających się za rączkę ulicami Doncaster, ale ich widok mnie odrażał. Widok wtulonych w siebie dwóch członków One Direction, którego to głowa Lou spoczywała teraz na ramieniu Harry’ego, wywołał po pewnym czasie na mej twarzy uśmiech. Wyglądali ze sobą naprawdę słodko. Myślę, że jeśli nawet okazaliby się być zadurzonymi w sobie homoseksualistami, dałabym radę zaakceptować ich związek. Moja przyjaciółka zapewne nie zniosłaby tego najlepiej. Od momentu powstania One Direction była zakochana w Harry’m, a bliższe poznanie z tym chłopakiem tylko spotęgowało jej uczucia.
      Po pewnym czasie rozejrzałam się dookoła salonu, poszukując wzrokiem mojej przyjaciółki oraz kuzynki. Na Rose się nie natknęłam. Julii też nigdzie nie było widać. Co najdziwniejsze, po Niallu również ślad zaginął.
 - Widziałeś może po drodze Rose? – zapytałam Zayn’a, który, wracając z toalety, zajął miejsce obok mnie.
 - Nie, ale myślę, że nie musisz się o nią martwić. – odpowiedział – Hazza też gdzieś zniknął. – uśmiechnął się cwaniacko, po czym przybliżył do mnie, obejmując ramieniem.
      Akurat w tym samym momencie podbiegła do nas Rose, promieniejąc ze szczęścia. Chcąc jak najszybciej dowiedzieć się, co było tego powodem, przeprosiłam Zayn’a i zaciągnęłam przyjaciółkę na parkiet.
 - Całowałam się z Harry’m! – pisnęła cicho, wprawiając mnie niemal w osłupienie.
 - Ale w sensie, że cmok czy… - nie zdążyłam nawet dokończyć, gdyż przerwała mi w połowie zdania.
 - Całowałam, a nie pocałowałam! – rzuciła mi się z radości na szyję – Skoro udało mu się przełamać pierwsze lody, to może istnieje jednak szansa na to, abyśmy w końcu byli razem. – to zdanie brzmiało bardziej jak pytanie.
 - Nawet nie masz pojęcia jak bardzo się cieszę. – zaśmiałam się radośnie, przytulając ją mocno do siebie – Tylko gdzie go zapodziałaś? – zapytałam, wpatrując się w przyjaciółkę z rozbawieniem, kiedy to uwolniła się z mojego uścisku.
 - Wyszedł na dwór, bo dostał jakiś pilny telefon. Powiedział, że wróci, kiedy tylko zakończy rozmowę. – ujrzałam w jej oczach skaczące iskierki, które z każdym kolejnym jej słowem żarzyły się jeszcze bardziej.
      Tak jak wspomniała moja przyjaciółka, Harry ponownie pojawił się w salonie po niecałych dziesięciu minutach. Towarzyszył mu Louis, będący coraz to bardziej wstawiony. Miałam wrażenie, że loczek był dla niego czymś w rodzaju podpory, gdyż chłopakowi z minuty na minutę trudniej było utrzymać się na nogach. Kiedy tylko chłopcy znaleźli się przy nas, Harry od razu porwał Rose do tańca, zostawiając ze mną swojego przyjaciela. Zamiast zająć się jubilatem i doprowadzić go do normalnego stanu, zostawił ten problem mnie. Ogarnęła mnie ochota utłuczenia go na kwaśne jabłko.
      Spoglądając na Louis’a, ujrzałam jego smętny wzrok rozglądający się po sali. Wiedząc dobrze, że od pewnego czasu trudno było mi z nim nawiązać rozmowę, postanowiłam się w nią nie wdawać, tylko wrócić do stolika, przy którym siedział Zayn.
 - Ze mną jeszcze nie tańczyłaś. – usłyszałam niewyraźny głos Louis’a, który znienacka złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie, o mało co nie tracąc przy tym równowagi. Dało się od niego wyczuć odór wszelkich trunków.
      Zaskoczona jego zachowaniem, postanowiłam jednak nie wyrywać się z jego uścisku. Osobom nietrzeźwym niekiedy przychodziły do głowy naprawdę rozmaite pomysły. Lou był jednak zupełnie nieszkodliwy. Obejmując mnie w talii i przyciągając bliżej siebie, oparł się o moje ramię. Widocznie jego głowa okazała się być nagle ciężka, więc postanowił jej ulżyć. Bełkocząc  pod nosem, wdychał co chwilę, jakby starał się pogodzić ze sobą własne myśli.
 - Może chcesz pogadać? – zapytałam, powstrzymując się od parsknięcia śmiechem.
      W tym samym czasie poczułam jak dłonie chłopaka zsunęły się z mojej talii, lądując na moich pośladkach. Wzdrygnęłam się odrobinę, kompletnie nie spodziewając się takiego gestu z jego strony. Po chwili Lou naparł na mnie swoim ciałem, zmierzając w kierunku pobliskiej ściany. Chociaż nie był w pełni świadomy tego co wyprawiał, był znacznie silniejszy ode mnie. Starałam się odepchnąć go od siebie, jednakże wszystkie moje poczynania na nic się nie zdały. Gdy znaleźliśmy się już przy ścianie, oparł mnie o nią, przybliżając twarz do mojej szyi, aby kolejno złożyć na niej delikatne pocałunki.
 - Co ty wyprawiasz? – wyszeptałam cicho, bojąc się jego kolejnego posunięcia.
       Louis nie odpowiedział. Zamiast tego, przywarł do mojego ciała, nie mogąc odessać się od mojej szyi. Jego dłonie nadal błądziły po moich pośladkach. Będąc zszokowana i jednocześnie przerażona, nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Skupiłam się bardziej na popchnięciu chłopaka, jednak ten ani nie drgnął. Nie podobało mi się jego zachowanie oraz fakt, że mimo tego, iż w salonie ciągle znajdowali się goście, żaden z nich nie zareagował na wyczyny Louis’a. Tak bardzo pragnęłam, aby ten moment okazał się być tylko głupim snem, z którego za chwilę mnie ktoś wybudzi..
 - Opanuj się, Lou! – usłyszałam obok siebie głos Zayn’a, który niespodziewanie pojawił się obok nas, starając się odepchnąć ode mnie swojego przyjaciela.
      W ramach podziękowań, za wybawienie mnie z opresji, uśmiechnęłam się nerwowo do bruneta, szepcząc cicho „dziękuję”. Lou jednak nie miał zamiaru tak łatwo się poddawać. Ponownie się do mnie zbliżył, ale na tyle blisko, że nasze twarze dzieliły zaledwie centymetry. Czując odór alkoholu, wydobywający się z ust chłopaka, poczułam jak momentalnie zakręciło mi się w głowie. Zayn, widząc to, odepchnął chłopaka z jeszcze większą siłą, w ramach czego Louis syknął pod nosem, odwracając się niebezpiecznie w jego stronę, jakby zaraz miał mu zrobić krzywdę.
      Korzystając z okazji, gdy Zayn zwrócił na siebie uwagę przyjaciela, postanowiłam mu uciec. Wzięłam głęboki wdech, a następnie ruszyłam przed siebie, kierując się w stronę schodów prowadzących na górę. Kiedy już się na niej znalazłam, weszłam do pierwszego pokoju, który znajdował się po mojej lewej stronie. Będąc w pełni przekonana, że uwolniłam się od pijanego chłopaka, oparłam się o ścianę i oddychając głęboko, starałam zwolnić tempo bicia mojego serca. Gdy tylko usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi, zadrżałam z przerażenia. Moim oczom ponownie ukazała się sylwetka Lou, na którego twarzy widniał szeroki uśmiech. W jego oczach tańczyły przeraźliwe iskierki. Odniosłam nagle wrażenie, że chłopaka musiało coś opętać, gdyż nigdy wcześniej tak się nie zachowywał.
      Louis nie odezwał się ani słowem. Kołysał się delikatnie w drzwiach, przenikając mnie swoim wzrokiem. Z jego twarzy dało się wyczytać, że miał wobec mnie nieodpowiednie plany. Widocznie rozmowa z moim chłopakiem nie wywołała u niego żadnych emocji.
 - Nie mam pojęcia czy stroisz sobie teraz żarty, czy też nie, ale błagam cię, zakończ to. – oznajmiłam spokojnym głosem, nie spuszczając z chłopaka, ani na chwilę, wzroku.
      Po moich słowach, uśmiechnął się jeszcze szerzej, a następnie ruszył wolnym krokiem w moim kierunku. Każdy krok, który wykonywał w moją stronę sprawiał, że ja sama cofałam się w głąb pokoju. Chłopak, chociaż był pod wpływem alkoholu, wiedział dobrze, że nie miałam z nim najmniejszych szans, dlatego też, kiedy moje plecy natknęły się na szafę, stojącą w kącie pokoju, Louis natychmiast przyspieszył kroku. Po chwili znalazł się ponownie przy mnie, a następnie wpił się w moje usta.
 - Ogarnij się do jasnej cholery! – krzyknęłam donośnie, odrywając się od chłopaka i uderzając go swoją dłonią prosto w twarz.
 - Co się stało, Ash? – usłyszałam głos Zayn’a, który również nagle pojawił się w pokoju.
      Po słowach bruneta nie odwróciłam się w jego stronę. Wpatrywałam się w twarz Louis’a, który był oszołomiony bliskim spotkaniem mojej dłoni z jego policzkiem. Złapał się bowiem za niego, otwierając z przerażenia usta i wpatrując się we mnie wzrokiem pełnym smutku. Po chwili usiadł na podłodze, opierając się o ścianę, podkulając pod siebie nogi, kolejno obejmując je ramionami i chowając w nie swoją głowę. Wyglądał na niewinną osobę, której właśnie ktoś zrobił krzywdę. Miałam tylko nadzieję, że nie miał zamiaru grać przed moim chłopakiem.
 - Nic. – odpowiedziałam w końcu, odwracając się w stronę Zayn’a – Możemy wracać do gości. – złapałam go za rękę, ciągnąc w kierunku schodów.
 - Nie! – usłyszałam za plecami wrzask Lou, co spowodowało, że ponownie odwróciłam się w jego stronę. Chłopak wpatrywał się we mnie błagalnym wzrokiem. W jego oczach dostrzegłam łzy, z których większość spłynęła już z jego policzków.
 - Lou! – Zayn puścił moją dłoń, podbiegając do przyjaciela i kucając obok niego – Co jest? – zapytał.
 - Idź sobie. – syknął szatyn – Chcę pogadać z twoją dziewczyną. – burknął niewyraźnie pod nosem, trącając łokciem bruneta.
      Zayn przeniósł na mnie swój wzrok, oczekując ode mnie jakichkolwiek wyjaśnień. Sama jednak nie wiedziałam o co chodziło jego przyjacielowi, więc wzruszyłam jedynie bezradnie ramionami, dając tym samym znak, że pogadam z Louis’em, skoro tego tak bardzo chciał. Mój chłopak najwyraźniej poczuł się urażony, będąc odepchniętym przez swego najlepszego przyjaciela, więc bez słowa wstał i wyszedł z pokoju.
 - Poczekaj! – wybiegłam za nim, znajdując go przy schodach – Nie bądź na mnie zły. Obiecuję cię po tej rozmowie wtajemniczyć we wszystko co mi powie Lou. – oznajmiłam ze spokojem.
 - Wątpię. Ostatnio we dwójkę macie przede mną wiele sekretów. – odparł, odwracając się w moją stronę. Jego twarz była kompletnie pozbawiona emocji.
 - Sekrety, które ty również znasz. – podeszłam do niego bliżej, łapiąc go za dłonie i ściskając je lekko – Poza tym są to rzeczy, do których nie chcę wracać. Proszę cię więc tylko o to, abyś to uszanował. – spojrzałam w jego ciemnobrązowe tęczówki – Jeżeli poczułeś się z tego powodu urażony, to naprawdę cię przepraszam i obiecuję ci to dzisiaj wynagrodzić, spędzając z tobą całą sylwestrową noc, zgoda? – zaśmiałam się cicho pod nosem, sprawiając tym samym, że i na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech.
      Chłopak w odpowiedzi objął mnie w talii, składając na moich ustach delikatny pocałunek,  po czym powrócił do salonu. Ja zaś wróciłam do pokoju, zastając Louis’a leżącego plecami na łóżku z twarzą zakrytą w swoich dłoniach.
 - Naprawdę cię nie rozumiem. – zaczęłam, zbliżając się w jego stronę, jednak chłopak nawet się nie poruszył – Tak samo jak nie rozumiem tego, w jakim celu właściwie tu przyszłam. Skąd ci przyszło do głowy, aby dobierać się do dziewczyny swojego przyjaciela? – zapytałam, zdając sobie w tym samym czasie sprawę z tego, że odpowiedź była całkiem oczywista – Okej, jesteś pijany i zapewne jutro mało co będziesz dzisiejszy wieczór, jak i noc, pamiętał, ale powinieneś być świadomy tego, że masz dziewczynę. – na te słowa Lou podniósł się delikatnie, opierając na łokciach i wpatrując we mnie smętnym wzrokiem – Masz szczęście, że to byłam ja, bo gdybyś przyssał się do innej, w dodatku wolnej, laski, to zapewne wylądowałbyś z nią w łóżku! – poczułam przypływ ogarniającej mnie złości, dlatego też podniosłam ton swojego głosu, czując jednocześnie, jakbym była rodzicielką Louis’a – Czy wy naprawdę nie potraficie poradzić sobie bez Liam’a? Zapewne on nieraz opanowywał podobne sytuacje, mam rację? – wbiłam w niego wzrok, oczekując jakichkolwiek wyjaśnień.
      Louis, zamiast odpowiedzieć na moje pytania, złapał mnie za rękę, poklepując wolną dłonią miejsce koło siebie. Westchnęłam cicho, po czym posłusznie wykonałam jego polecenie, mając nadzieję, że rozmowa przebiegnie w szybkim tempie.
 - Elealeo… - zaczął, starając się wypowiedzieć imię swojej dziewczyny, jednak poddał się szybko, zdając sobie sprawę, że nie podoła temu zadaniu – Ona mnie nie kocha. – po tych słowach, ponownie ukrył swoją twarz w dłoniach, pozwalając uwolnić swoje emocje, czego przykładem był nagły płacz. Tak, Lou się rozpłakał. Niczym małe dziecko, któremu ktoś zabrał lizaka.
 - Dlaczego tak uważasz? – zapytałam, czując jak fala smutku, wypływająca z chłopaka, uderza prosto na mnie. Cierpiał. Kiedy ktoś z bliskich mi osób cierpiał, to i ja cierpiałam.
 - Woli spędzać dzisiejszy dzień z Jimmy’m. – odpowiedział, szlochając – Swoim najlepszym przyjacielem.
 - Na pewno musi być ku temu jakiś powód. – rzekłam szybko, chcąc w jakikolwiek sposób pocieszyć chłopaka.
 - Jimmy jest chory, każdego dnia walczy ze swoim życiem. Ona spędza z nim ostatnio bardzo dużo czasu. – po tych słowach ponownie zaniósł się ogromnym płaczem.
 - To jej najlepszy przyjaciel. – wyszeptałam, czując nagle niewyobrażalną tęsknotę za Matt’em. Od kilku dni się z nim nie widziałam. Nie odpisywał na moje smsy, nie odbierał moich telefonów. Tęskniłam za nim – Na pewno cię kocha. Bardziej niż możesz to sobie wyobrazić. – pogładziłam go po plecach, dodając mu otuchy.
 - Naprawdę tak myślisz? – chłopak przetarł dłońmi swoje mokre policzki, spoglądając na mnie z nutką nadziei w oczach.
 - Ja nie myślę. – zaśmiałam się cicho pod nosem – Ja to wiem. Zresztą, kogokolwiek byś się o to nie zapytał, każdy to potwierdzi. Wystarczy tylko spojrzeć, aby ujrzeć jak ta dziewczyna na ciebie patrzy.
      Może i nasza rozmowa nie była długa, ale za to skuteczna. Mogłam czuć się dumna, gdyż naprawdę udało mi się pocieszyć chłopaka. Chciałam wrócić z powrotem do Zayn’a, ale Lou poprosił mnie, abym z nim jeszcze na chwilę została. Potrzebował bratniej duszy. Zgodziłam się więc, obiecując sobie, że spędzę z nim tylko kolejnych kilka minut. Nasza rozmowa jednak się przedłużyła. Skupiona była ona głównie wokół Louis’a. Chłopak opowiedział mi właściwie całą historię swojego życia, włączając w to oczywiście Eleanor i ich pierwsze spotkanie, które miało miejsce na urodzinach Harry’ego. Widząc jak ponownie zaczął się rozklejać, zboczyłam z tematem na odrobinę inne tory. Zapytałam o przebieg ich kariery oraz wszystko inne, co tylko było z nią związane. W końcu, wyczerpani rozmową, zasnęliśmy, nie wiedząc nawet kiedy, przesypiając tym samym Nowy Rok.
      Najdziwniejszym jednak faktem było to, iż Jimmy okazał się być psem. Poza tym, zamiast witać Nowy Rok przy boku Zayn’a, przespałam go na jednym łóżku z jego najlepszym przyjacielem.
____________________________

Przepraszam wszystkich za to, że na ten rozdział musieliście czekać trzy tygodnie i za to, że niektórym z Was obiecałam, że miał on się pojawić w zeszłym tygodniu, nie wywiązując się tym samym z tej obietnicy. Rozdział jest naprawdę długi, dlatego też przepraszam, jeśli Was nim odrobinę zanudziłam.

Rozdział dedykuję Paulinie, której chcę ogromnie podziękować za internetowego kopa w tyłek, gdyż dzięki niej kilka dni temu w końcu wzięłam się za zakończenie tego rozdziału. J
Nawet nie wiesz jaką radość sprawiasz mi każdym komentarzem na temat mojego bloga. To niesamowite uczucie wiedzieć, że innym tak bardzo podobają się moje bazgroły. Dziękuję Ci za to, za rozmowy na Facebook’u oraz za wspólne jaranie się zdjęciami chłopaków, a w szczególności Lou. Jesteś niesamowita! ;*
Mam nadzieję, że tym rozdziałem Cię nie zawiodłam.

Wam wszystkich dziękuję za liczne komentarze i wejścia. Mam nadzieję, że na kolejny rozdział nie będziecie musieli już tyle czekać. ;)

Jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach, podawajcie w komentarzach swoje Twittery! Mogę Was również informować na GG, tylko do mnie napiszcie – 1072379.
Follujcie mnie również na Twitterze - @AgnesSesso! J

48 komentarzy:

  1. O kurde. Zajebisty rozdział. Już nie mogę doczekać się następnego. Świetnie piszesz!
    zapraszam na swoje dwa blogi, które prowadzę wraz z przyjaciółką:
    stary:
    http://livingdreamwith1d.blogspot.com/
    i nowy:
    http://why-dont-they-stay-young.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś odbiorę Ci ten dar pisania! Tak tylko mówię.
    Jak zwykle napiszę, że rozdział jest zaaaaaaaaaaaaajebisty. :3


    ~Siostra.

    OdpowiedzUsuń
  3. podoba mi sie jest mega !, no ale nie ukryje ze liczyłam na to ze w końcu ona i zayn sie do siebie zbliżą , wyjaśnią wszystko, i poprawi sie między nimi i między mattem,ale ten też jeesst mega , normalnie wciągnełooo mnie ,kocham cię,po prostu kocham i czeekaaaaaaammm juz na następny !!!!!!! aż brak mi słów !!!
    @Karolina7902

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesteś boska, kobieto jesteś boska. Nigdy nie byłabym w stanie wymyślić czegoś tak fantastycznego. Podobało mi się dosłownie wszystko, no może poza przysysającym się do szyi Ash Louisem, ale tak, to był najzejabistszy rozdział jaki w życiu przeczytałam. Nie tylko w twoim opowiadaniu, w ogóle we wszystkich jakie istnieją. No i dedykacja... Powiem tak: Mała jesteś wielka =)

    OdpowiedzUsuń
  5. PIJANY LOUIS !! kurde, szkoda, że mnie tam nie było, wyruchalabym go lol :D podejrzewam, że Zayn troszkę się wkurzy :> no ale cóż, LOUIS GÓRĄ :D hahah i ta Elealeo i jej pies haah ;d no cóz... :D pisz szybciutkooooo :D

    OdpowiedzUsuń
  6. tylko zeby związek ich się nie rozpadł :< czekam na następny :)
    @kate9924_

    OdpowiedzUsuń
  7. Mimo że tak długo czekam nie zawiodłaś mnie ^^ Rozdział super ! :D i z niecierpliwością czekam na kolejny :D
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  8. O mój Boże, rozdział jest naprawdę MEGA! Warto było czekać te trzy tygodnie na coś tak niesamowitego. Końcówka jest świetna, pozostawiająca pewien niedosyt. Historia się zagęszcza i robi się coraz ciekawiej. Szkoda mi i Zayna i Louisa, nie wiem, z kim główna bohaterka miałaby być (ale pewnie będzie z Lou). No, mi się cholernie podobało, mistrzowski rozdział, nie mogę się doczekać kolejnego.

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział jest świetny ;)) musze powiedzieć że strasznie mnie wciągnęło i z niecierpliwością czekałam na następny :D dobrze że rozdział jest taki długi i wcale nie jest nudny ;DD czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  10. świetny .
    czekam na nexta .


    zapraszam do mnie : eveything-about-you.blogspot.com + jeżeli czytasz to skomentuj , chce wiedzieć co myślisz . ; ))

    OdpowiedzUsuń
  11. Znowu mnie w niepewnosci zostawiasz ;p Dawaj jak najszybciej następny <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Muszę Ci sie przyznać, ze byłam na Ciebie trochę zła, ze tak długo nie dodajesz rozdziału (sooorki, mam nadzieje, ze mi wybaczysz ;-) ), ale teraz wiem, ze było warto czekać :-)) Tak na wstępie chciałam Ci powiedzieć, ze to opowiadanie jest dużo lepsze od większości (jesli nie wszytkich) książek dla nastolatek, jakie czytałam. Poważnie :-) Piszesz conajmniej jak jakas znana i utalentowana autorka :-)) Mysle, ze kieeedys, kiedyś, będę mogła sie chwalić swoim dzieciom, jak bedą czytaly jakąś Twoją książkę ,,A wiecie, ze czytałam bloga tej autorki jak jeszcze nie była sławna? Zapewnialam ją wtedy, ze osiągnie sukces i miałam racje" ;-)) Tak, tak. Mysle, ze kiedyś będziesz jakąś znaną autorką ;-) Chyba, ze masz jakiś inny plan na życie, który nie dotyczy pisania. Ale osobiście, sądzę, ze taki talent trzeba rozwijać i pokazywać światu :-) No i gdybyś postanowiła wziąć sie za pisanie książek, to ja Ci jak najbardziej kibicuję i jako pierwsza Twoją książkę kupie, jesli sie takowa pojawi ;-) A co do rozdziału, to był super :-) No fantastyczny! Mam nadzieje, ze kolejny dodasz szybciej, bo ja Juz sie nie mogę doczekać ;-))

    OdpowiedzUsuń
  13. świetny rozdział :D mam nadzieję że ona będzie jednak z Zaynem i że jakoś się między nimi poprawi i zbliżą się do siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. czasem ukrywanie prawdy jest gorsze niż kłamstwo, ehh.. ale to jak kreujesz Zayna na opiekuńczego i troskliwego, jej, chłopak marzenie.^^ w dodatku nie zanudziłaś rozdziałem, bo wiedziałaś jak go rozkręcić, a zarazem pozostawić niedosyt.. brawo.! tylko że teraz trzeba trochę cierpliwości czekając na kolejny, ale mam nadzieję, że niedługo go ujrzę..;* | http://breath-for-this.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  15. jezu , kłaniam się do stóp za Twoje opowiadanie (: . masz nieziemski styl pisania i naprawdę mówię to szczerze . jestem chyba najwybredniejszą osobą jaką znam , pod względem wyboru opowiadań i zwykle tylko wywracam oczami na to , co czytam . jest to też pierwszy blog , którego zdecydowałam się skomentować (: . jestem pod ogromnym wrażeniem i z przyjemnością przeczytałam wszystkie rozdziały . pisz dalej , mam nadzieję , że Twoja 'przygoda' z tym blogiem potrwa jeszcze wiele miesięcy . powodzenia ! (:

    OdpowiedzUsuń
  16. W końcu dodałas i w końcu się doczekałam :) I bardzo, bardzo mi się podoba, i wcale mnie nie zanudziłaś : ) <3 Eleanor okazała się miła i myślę ze już taka będzie narazie :) Widzę, że Louis bez Eleanor potrafi nieźle siębawić przy pomocy procentów. I dobrze, że 'przystawił' się do Ash, a nie do jakiejś innej, która by na to czekała. Uderzenie w policzek przez Ash, musiało otrzeźwić chłopaka z alkoholu. Mam nadzieję i myślę, że Zayn się nie pokłóci z Ashley, z powodu tego, że Noc Sylwestrową spędziła ona na rozmawianiu z Louisem i tak jakby poznawaniu Go. :) Czekam z zniecierpliwieniem na nowy rozdział : ) <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Już myślałam , że się nie doczekam nowego rozdziału . Muszę przyznać , że nigdy nie czytałam lepszego opowiadania od twojego . Bardzo podoba mi się twój styl pisania i twoje pomysły . Mam nadzieję , że nie przestaniesz go pisać bo to byłby grzech zmarnować takie opowiadanie . Kocham kocham , kocham i jeszcze raz kocham ! Czekam z niecierpliwością na następny =)

    OdpowiedzUsuń
  18. Wiesz co? 3 tygodnie czekałam na Niallie, a ty mi tu takie coś odpierdalasz? Wgl to jebłam jak Rose przybiegła do Ash. No ale zabiję cię za tą końcówkę! Tosz ona obiecała tą noc Zaynowi, a spędziła go z Louisem?! No tak to być kochanie nie może... Wgl jak mi Ash i mojego brunetka rozdzielić spróbujesz to ja ci radzę wiać i nie wracaj bo z siekierą czekać będę. Ale ogólnie to rozdział świetny, tylko jak mówię tą końcówkę bym zmieniła. :D No a poza tym to ta kreacja Julii... me gusta, Nialla usta.♥

    zła na ciebie, ale nadal cię kochająca, Julia.xx♥
    @NiallersLaughx

    OdpowiedzUsuń
  19. Kurcze, miałam tego nie pisać, bo w sumie Twoja sprawa jak sie to opowiadanie potoczy, ale nie mogę sie powstrzymać! Bo widzisz ja na początku myślałam, ze w tym adresie bloga są jakieś przypadkowe literki ,,mrsacośtam" (No wiem, strasznie jestem głupia, nawet nic nie mów), ale dzisiaj sie skapnęłam, ze tam jest ,,Mrs Ash Tomlinson"! I wiesz co? Przerazilam sie! Bo mi sie od początku ten blog podobał, Twój styl pisania i ten mega talent :-)) A jak zauważyłam, ze bedzie o Zaynie, to Juz mi nic wiecej do szczęścia nie było potrzeba :-) A teraz jak sobie myślę, ze ona by mogła z nim zerwać i byc z Louisem to poprostu mnie to przeraża! Bo to opowiadanie jest takie cudowne, nie psuj tego, błagam! Nie rób mi tego! Jak Ash nie bedzie z Zaynem, to ja nie wiem! Błagambłagambłagam, nie rób mi tego! Ja wiem, to Twoja sprawa. Mam nadzieje, ze sie na mnie nie zdenerwujesz. Nie chce sie wtrącać, czy cos. Tylko poprostu ja tak kocham tego bloga i to jest takie cudowne, zawsze czekam na następny rozdział z takim utęsknieniem! Jak Ashley bedzie z Louisem, to to Juz nie bedzie to samo :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jesteś głupia. Nie wszyscy orientują się jaki jest właściwie sens tego adresu. Jasne, że się nie denerwuję, tylko nie rozumiem jednego. Skoro podoba Ci się mój styl pisania i ogólnie całe to opowiadanie, to fakt, że główna bohaterka może być kiedyś w przyszłości z Louis'em, nie powinien tego zmienić. Osobiście największą sympatią pałam do Lou, ale lubię poczytać też opowiadania o 1D z innymi jego członkami w roli głównej. :) Wiem, że kiedy czytasz o swoim ulubionym, potrafisz bardziej się wczuć w losy bohaterów, a nawet przeżywać je razem z nimi. Chociaż w opowiadaniu tym może się jeszcze wiele zmienić, nie zamierzam zmienić stylu pisania ani nic podobnego. Mam więc ogromną nadzieję, że poprzez większy rozwój akcji, nie odstraszę tym samym osób, które czytają moje wypociny, bo nie oto mi chodzi. Wiadome jest, że życie nie zawsze jest kolorowe. Tak samo też nie chcę, aby było w moim opowiadaniu. :)
      W każdym bądź razie dziękuję za komentarz. Myślę, że kolejne rozdziały mojego opowiadania również przypadną Ci do gustu. :D

      Usuń
    2. Ja też się przeraziłam jak się skapnęłam o co kaman z adresem bloga xd Ale mi przeszło po kilku rozmowach z naszą kochaną autorką ;p

      Usuń
    3. Oczywiście, ze nadal będę kochać tego bloga, niezależnie od tego o kiem bedzie :-) Ale jest dokładnie tak jak mówisz: Lubię czytać o tym kogo lubię najbardziej (czyli o Zaynie) bo wtedy sie bardziej wczuwam i wogóle :-)) No i wierzę, ze cos ciekawego wymyślisz ;-)) Tak jak mówisz, życie nie zawsze jest kolorowe, a ja wiem, ze to opowiadanie sie na pewno jakoś ciekawie potoczy :-) Wierze w Ciebie ;-))

      Usuń
    4. A tak przy okazji, na początku myślałam tez, ze w tym adresie jest ,,Mr Sash Tomlinson" ;-) Nawet specjalnie sprawdzilam co ten wyraz oznacza i powiem szczerze, ze trochę sie zdziwilam. Bo w końcu przyznasz sama, ze adres bloga ,,Pan Szarfa Tomlinson" jest ,,troche" dziwny ;-))

      Usuń
  20. rozwaliła mnie ta końcówka. "Jimmy okazał się byc psem" ;D
    poza tym, świetny rozdział, było w nim dużo emocji i ... po prostu kocham kocham <3
    @LoverToMusic

    OdpowiedzUsuń
  21. W końc się doczekałam! Bardzo fajny, wciąga. Końcówka tylko mi jakoś tak nie podchodzi ale i tak jest świetny <3
    @loves_Ania

    OdpowiedzUsuń
  22. Jestem najbardziej leniwą osobą jaką znam xDDD Druknełam se to całe opo i praktycznie przeczytałam w jeden dzień. A kiedy można kupić książkę?

    Wesołych Świąt.

    OdpowiedzUsuń
  23. Agnes rozdział jest cudowny ! Na początku chciałam się przejechać do Louisa i kopnąć go w cztery litery ale potem stwierdziłam , że mi go szkoda . A teraz też szkoda mi Zayna , że nie spędził nocy ze swoją ukochaną , bo mogła być ciekawie prawda? Tak prawda : D Czekam na wiesz taki rozdział + 18 który na pewno się tutaj znajdzie specjalnie dla mnie prawda ? No wiedziałam : D haha . Mam nadzieję , że na następny nie będę musiała tak długo czekać , bo jak wczoraj zobaczyłam tutaj rozdział to tańczyłam na środku pokoju xd Kocham twojego bloga i ogólnie Ciebie całą kocham , ale to wiesz bardzo dobrze prawda?

    Pozdrawiam Autorka -
    http://larrystylinsonlove.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  24. Fajnie opisałaś emocje, przez co można wczuć się głębiej w akcję i przeżywać to tak jak główni bohaterzy, me gusta!

    OdpowiedzUsuń
  25. Świetny : *
    Straaasznie długi xdd.
    Obserwuje : *

    OdpowiedzUsuń
  26. O Jejciu ! Jestem w głębokim szoku- ale to tak pozytywnie oczywiście. Musze przyznać dziewczyno, że masz talent. Twój rodział jest niasamowity i się wciągnęłam bardzo mocno.
    Opisując wszytko od początku musze przyznać, że Zayn jest uroczy ;)
    Louis chyba nie powinien pić bo widać, że alkohol zwłaszcza w dużej ilości mu szkodzi i się dobiera do osób zajętych.
    Jestem ciekawa jak potoczy się sprawa z Harrym, Niallem i pozostałymi dziewczynami.
    Czekam na kolejny wiec dodawaj szybko.
    Zakochałam sie hehe ^^

    van-ill-op.blogspot.com / zapraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja naprawdę nie rozumiem, jak przyjaciółką Ash mogło takie coś do głowy wpaść... I wcale się nie dziwię, że dziewczynie zarzut o zdradę sprawił ogromny ból. To, że przestała rozmawiać z Lou wcale nie oznacza, że od razu poszła z nim do łóżka. No bez przesady... Ech, szkoda gadać po prostu. Szkoda, że dziewczyny się pojawiły, przez co Ash nie wyznała Zaynowi prawdy. Ten chłopak jest taki cudowny, kochany, WSPANIAŁY! I zasługuje na szczerość jak mało kto! No, ale przynajmniej nieco rozładowała się atmosfera... Lou przywitał Ash z takim szczerym uśmiechem! Nawet Eleanor była dla niej miła... teraz poniekąd rozumiem jej wcześniejszą niechęć. Po prostu bała się, że Zayn trafił na dziewczynę, która jest z nim tylko dla sławy i w obecnej chwili to rozumiem. Pewnie na jej miejscu zachowałabym się w podobny sposób... Właśnie coś mi nie pasowało w tym, że Eleanor miałaby być jakąś złą postacią w tej historii. Wróg Ash kuzynką Lou... o kurka wodna! W dodatku zrobiła zdjęcie Malikowi i jego dziewczynie - ciekawe w jakim celu? czy tylko na pamiątkę, czy to wykorzysta? No i ciekawi mnie, co takiego wydarzyło się na tej imprezie, o której Matt nie chciał rozmawiać? Mam nadzieję, że się tego dowiemy. Taniec z Niallerkiem to z pewnością było coś cudownego. Ach, ten blondasek po prostu jest taki uroczy, że ach *,*. No, ale Zeniol przejął pałeczkę tym swoim 'vas happenin?'ahaha xD. No, ale Ash przynajmniej w końcu mu o wszystkim opowiedziała. No i przekonała Malika, że to na nim zależy jej najbardziej. Mam nadzieję, że tak rzeczywiście jest, bo coś mi się wydaje, że zrani Zayna, a wtedy to ją chyba uduszę -,-. Hahah tort w postaci marchewki *hahaha* Idealny dla Lou, nie ma co *hahaha*. No, ale Lamborghini to i tak nic nie przebije *,* Lou, Ty szczęściarzu! Ale potem to nieźle zabalował, nie ma co ;O. Ale co tam - należy mu się chwila relaksu! Haha i z Haroldem jak się powygłupiał xD Pytanie Ash o to, czy Eleanor nie ma temu nic przeciwko było nie na miejscu. Wcale się nie dziwię, że Zayn od razu powiedział, że oni nie są gejami. W ustach jego dziewczyny wszystko zabrzmiało dwuznacznie. No, ale nic. Hazza całował się z Rose, więc wszystko zmierza w dobrym kierunku :D Ale... Lou całkowicie oszalał! ;O. Alkohol naprawdę wywiera na nim bardzo zły wpływ... jak on mógł się dobierać do Ash?! ;O. W dodatku odepchnął od siebie Zayna... Ja się nie dziwię, że Malik ostatnio czuje się taki... niepotrzebny (?). Lou i Ash mają (albo raczej mieli) przed nim sekrety, a teraz jeszcze ta akcja... ech. W dalszym ciągu nie wyjaśniło się, dlaczego Lou próbował się dobierać do Ash, ale może gdy wytrzeźwieje coś wyjawi? Zobaczymy. Procenty jednak sprawiły, że nasz Tomlinson zupełnie się rozkleił... i uważał, że Eleanor go nie kocha. I woli Jimmy'ego (to naprawdę pies?! ;O). Zakończenie roku przy boku przyjaciela swojego chłopaka... coś mi się wydaje, że po jakimś czasie Ash i Tomlinson nie będą jedynie przyjaciółmi, a Malik z tego powodu zostanie zraniony. Ciekawe, czy moje przypuszczenia się sprawdzą?
    Czekam na nowy ;*. Mam nadzieję, że pojawi się zdecydowanie szybciej ^^.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do tych Twoich przypuszczen, to mam nadzieję, ze sie nie sprawdzą. Bo jesli tak, to osobiście pomogę Ci ją udusić! ;-))

      Usuń
  28. Najdziwniejszym jednak faktem było to, iż Jimmy okazał się być psem
    Haahaha to mnie totalnie rozwaliło ^^ Ale ogólnie to rozdział bardzo mi się podoba.CZekam na Następny !^^

    OdpowiedzUsuń
  29. super
    PROSZE ODWIEDZAJCIE MOJ BLOG:
    http://onedirectionnnnilikeit1.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  30. O jezu!!!!!!!! TO BYŁO NIESAMOWITE! Chciałam założyć własnego bloga ale nie mam na to czasu czytając po raz setny twojego i kilka inne!!! Ale twój jest emejzing!!! I nie wiem co dodać! Właśnie zachowuje się jak plastikowa lalka ale jaram się tym jak głupia!!! Piekne no piękne czekam na wiecej!!!!!!!!!!!

    JULLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLL <3 <3 <3
    PS. dodaj szybciej kolejny rozdział please!

    OdpowiedzUsuń
  31. OMG ! Kocham twojego bloga <3
    On jest tak zajebisty ze nie wiem czy bardziej jeszcze moze byc <33

    ZAPRASZAM TEŻ DO MNIE :)
    http://uppallnightt.blogspot.com/
    Dopiero zaczynam mam nadzieje ze sie spodoba :D

    OdpowiedzUsuń
  32. KOCHAMKOCHAMKOCHAM ♥
    i zapraszam do siebie:
    www.one-direction-fever.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  34. Krótko mówiąc: zawaliste :D

    http://our-love-1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  35. Świetne czekam na kolejne ....

    OdpowiedzUsuń
  36. swietny rodzial!!!
    uwielbiam Twoj styl pisania, wszystko opisujesz z kazdym szczegolem ;D
    czekam na reakcje Zayna i na nastepny rozdzial mam nadzieje ze szybko sie pojawi ;)
    dziekiiii za dlugiii rozdziallll =]
    pzdr.
    mozesz mnie informowac na TT @agatamiszke :-)

    OdpowiedzUsuń
  37. Hahaha Jimmie jest psem xD
    Jak zawsze świetny rozdział, kiedy następny? ;3
    Zapraszam do mnie --> www.kamcikk.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  38. Świetny blog i już nie mogę się doczekać następnego rozdziału.

    OdpowiedzUsuń
  39. świetny, zapraszam do siebie
    http://directioner-story.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  40. Czeekam na next ! Wpadaj też do nas bo właśnie pojawił się nowy rozdział http://onedirectionlovelymoments.blogspot.com/ ;) xx

    OdpowiedzUsuń
  41. Jestem nowym czytelnikiem i musze ci powiedzieć , że bardzo podoba mi sie twoje opowiadanie . To moje 2 opowiadanie , które czytam i naprawde mi sie podoba : )
    I zapraszam na to opowiadanie jest naprawde fajne http://van-ill-op.blogspot.com/ : d

    OdpowiedzUsuń